Sprzątanie metodą KonMari – jak to robić i czy trzeba czytać książkę?

Od mojego męża nauczyłam się wielu rzeczy, między innymi minimalizmu. Objawia się to w wielu obszarach życia, między innymi w tym, że nie kupujemy już książek.

Nie oznacza to, że nie czytamy – spokojnie (choć przyznam, że ostatnimi czasy czytam raczej mało). Książki kupujemy tylko w wersji elektronicznej na Kindle.

Jest jednak jeden typ książek z których nie możemy zrezygnować w formie papierowej. Lubimy kupować sobie nawzajem poradniki i przewodniki. Od sasa do lasa. Od robienia naturalnych kosmetyków po sprzątanie.

I w ten oto sposób w ostatnie walentynki otrzymałam w romantycznym geście książkę autorstwa Marie Kondo ” Tokimeki. Magia sprzątania w praktyce”.

(podlinkowałam Wam okładkę, jeśli ktoś się skusi na zakup)

Przyjrzyjcie się tej okładce. Przyjrzyjcie się jej dobrze. Bo zawiera ona w sobie tajemnicę. Marie Kondo (a raczej jej grafik) w sprytny, nieco chyba nieprzemyślany sposób podsumowała całą książkę na okładce. I jest. Finito. Nie musicie jej nawet czytać. Szybkie spojrzenie na okładkę i macie to! Możecie zacząć sprzątanie metodą KonMari.

 

O co chodzi?

 

Zanim wyjaśnię o co chodzi i jak się zabrać do sprzątania nadmienię tylko że jestem wielkim fanem tej metody i po wnikliwym obejrzeniu okładki zmieniło się wszystko, a mianowicie moje szuflady i półki.

Ale od początku.

Marie Kondo to japońska autorka i konsultantka do spraw organizowania wnętrz. Prowadzi bardzo popularnego bloga konmari.com i głosi bardzo mądrą teorię, że odmieniając swoje wnętrze, możemy odmienić swoje życie.

Ja się z nią niesamowicie zgadzam, często na blogu wspominam o tym, jak wnętrze, jego kolory, układ i stylistyka potrafią odmienić życie i jego jakość. Marie Kondo, natomiast, mówi o sprzątaniu i organizacji przestrzeni – jakby ona nie wyglądała. Jednym słowem (zdaniem) porządki w życiu zacznijmy od porządków w mieszkaniu.

Marie Kondo nie tylko każe pozmywać kurze i poukładać bibeloty na półce. Nie tylko wyszorować kibel i pozbyć się kamienia z wanny. Marie Kondo daje Wam wskazówki jak zorganizować mieszkanie tak, żeby było już zorganizowane na zawsze, albo na długo.

Oczywiście ironizuję mówiąc, że całą książkę podsumowuje okładka i że nie trzeba jej czytać, ale coś w tym jest.

Podzielmy więc dzisiejsze rady na podpunkty

1. Wszystko składaj

W świecie Marie Kondo najlepszym sposobem na cokolwiek, jest złożenie tej rzeczy. I to nie byle jak – tak, aby mogła samodzielnie stanąć. Nieco inaczej składamy koszule, spodnie, nieco inaczej torebki foliowe. Wszystko jednak wg tej samej zasady – gładki grzbiet i na stojąco. Dzięki temu, że ustawiamy złożone rzeczy jedna obok drugiej w szufladzie (nic nie układamy na sobie), zawsze widzimy wszystkie przedmioty i mamy do nich łatwy dostęp.

Osobiście bardzo przejęłam się tą zasadą i odmieniła ona sposób w jaki sprzątam. Złożone i w szufladach (na półkach zainstalowałam takie pojemniki z IKEI imitujące szufladę) mam wszystko – t-shirty, jeansy, szorty, piżamy, majtki (tak – składam wszystkie majtki – nie zajmuje to tyle czasu ile Wam się wydaje) A NAWET torebki foliowe. Nawet nie wiecie jak złożenie torebek foliowych zmieniło moje życie. Zajmują teraz 1/5 powierzchni i zawsze mam do nich łatwy i przyjemny dostęp.

Jedyne, co nadal wieszam na wieszakach to koszule wizytowe (nie chce mi się ich prasować) i duże swetry i kurtki jesienne.

Nie jest to zwykłe składanie. Nie umiem tego dobrze wyjaśnić, dlatego będę posilać się obrazkami. W telegraficznym skrócie – ze wszystkiego musimy najpierw zrobić prostokąt, później składamy na trzy lub więcej części aż przedmiot będzie mógł samodzielnie stać w pionie.

Absolutna podstawa:

 

Ważne jest, aby nie układać tak złożonych rzeczy jedna na drugiej ale jedna OBOK drugiej.

 

Wszystko widac, nie ma problemu. A już w ogóle super jesli sobie ułożycie rzeczy kolorami – nigdy nie będziecie musieli się już zastanawiać gdzie jaki przedmiot czy ubranie ma miejsce.

2. Sprzątaj kategoriami – nie pokojami

Oczywiście nie mówię tu o regularnym sobotnim przecieraniu podłóg na mokro, ale o porządkach generalnych – wyrzucaniu wszystkiego z szuflad. Aby usprawnic proces najlepiej podzielić porządki na kategorie.

  1. Ubrania
  2. Książki
  3. Kable
  4. Torby i torebki etc.

W idealnym świecie wszystkie kable będą w jednym miejscu – nie w trzech różnych pokojach. Mieszkanie powinno być podzielone na strefy znane wszystkim domownikom. Jeśli szukasz ładowarki – jest w tym miejscu, jeśli szukasz butów, są w tym miejscu.

3. Wyrzuć wszystkie przedmioty, które nie dają Ci przyjemności

Czy jeśli patrzysz na dany produkt – czy czujesz szczęście? Jeśli nie, pozbądź się go. Wyrzuć. Jeśli nie czujesz szczęścia nie ma na niego miejsca w Twoim szczęśliwym domu.

Szczęście można czuć na temat wielu przedmiotów – drewniana łyżka do mieszania sałaty – love it! Dozownik na mydło – love it.

Przyjmując ten sposób myślenia zostaniesz w mieszkaniu w którym kazdy element ma swoją funkcję, rolę, której nie da się zastąpić. Perfect scenario.

Oczywiście w książce przeczytacie wiele więcej, ale szczerze będą to te same rzeczy powtarzane w kółko. Ja lubię takie książki czytać, ponieważ narasta wtedy we mnie ekscytacja do przedmiotu. Gdybym pewnie przeczytała skrótowy post na blogu nie zabrałabym się natychmiast do składania ubrań. Nie pojechałabym prawie na sygnale do IKEI po pojemniki.

Jeśli jednak jesteście osobami, które potrafią się same zmotywować, serio wystarczy wyjąć wszystkie ubrabia, spojrzeć na okładkę i zabrać się za SKŁADANIE. Spróbujcie, choć z jedną partią – obiecuję, że będziecie zadowoleni.

 

 

 

Moje sposoby na dom zero/less-waste. Kilka przykładów z życia

Nie ma wiele tematów, które tak mnie poruszają jak losy naszej pięknej planety. A konkretnie losy przyrody, którą w tak okropny sposób zniszczyliśmy. W temacie czuję głownie bezsilność i lekką rozpacz. I choć staram się minimalizować swój impakt na środowisko, tak czuję, że dopóki rządy nie nałożą obostrzeń i regulacji na duże firmy i korporacje

Czytaj więcej »